Rajd Śląska 2018 – “Nadzieja umiera ostatnia”

I tak mija już prawie tydzień od startu Rajdu Śląska, na którym byłem i widziałem. Miałem już coś napisać zaraz po rajdzie, ale chciałem tym razem ochłonąć i nie pisać pod wpływem emocji. Jak wiadomo emocje są czasem źródłem energii i bodźcem do działania, ale są też czasem złym filtrem nałożonym na rzeczywisty obraz.


Jedno jest pewne i nie podlega moim zdaniem żadnej dyskusji. Organizacja samego rajdu oraz jego oprawy została wykonana na medal. Może i znajdzie się kilka rzeczy, które można by poprawić, ale jeszcze nikomu nie udało się zrobić wszystkiego idealnie. Ogólnie mówiąc było bardzo dobrze i to jest moja opinia a do sympatyków PZMotu się nie zaliczam.


Rajd, rajd i po rajdzie, czyli czas na radość i smutek oraz pochwały i nagany. Jeszcze w niedzielny wieczór z lekkim niedowierzaniem stwierdziłem, że Rajd Śląska w tym roku był wspaniałą imprezą przygotowaną z takim rozmachem. Wyobrażam sobie ile pracy i serca musieli w to włożyć organizatorzy rajdu. Wiadomo, że mieli na to sporo czasu w przeciwieństwie np. do takiego Rajdowego Pucharu Śląska, ale jak widać wykorzystali ten czas bardzo dobrze. Nie wiem, jakie mieliście doświadczenia z Safety podczas tego rajdu, ale ja muszę pochwalić po stokroć. Młodzi ludzie rozstawieni dosyć gęsto reagowali na niebezpieczne sytuacje i w zręczny sposób radzili sobie z namolnymi kibicami. I w tym miejscu pozdrawiam wszystkich „safeciarzy” z Dolnego Śląska i AK Opolskiego. Panie, panowie chylę czoła.

Rajd to rywalizacja i wielkie emocje. Tych również nie zabrakło w tym roku a głównie za sprawą Miko Marczyka, który już od pierwszej sekundy rajdu pokazywał jak bardzo trzeba się z nim liczyć. To, że ten sport lubi płatać figle wiedzą wszyscy, ale najlepiej wie o tym właśnie Marczyk zwłaszcza po starcie na 8 oesie gdzie Skoda odmówiła posłuszeństwa i stała się limuzyną, która dumnie spokojnym tempem przewiozła załogę po 8 i 9 oesie.
W rajdach tak już jest, że gdzie jeden traci tam drugi zyskuje i tak z całej tej sytuacji skorzystał Brzeziński i Kasperczyk, bo po awarii Marczyka to właśnie między nimi toczyła się walka o zwycięstwo.

 

Emocje były pierwsza klasa, bo zgodnie z wynikami na żywo Brzeziński miał prawie 10 sec przewagi nad Kasperczykiem przed ostatnim oesem. Brzeziński dobrze wiedział, że wystarczy dojechać do ostatniej mety nie popełniając zbędnych błędów. Tak też się stało i Brzeziński wygrał przed Kasperczykiem, któremu naliczono wcześniej 10 sec kary za szykanę. I tu się okazuje po trzech godzinach, że to jeszcze nie koniec emocji, chociaż rajd już się zakończył. Aż się na usta ciśnie, że w PZMocie jednak normalnie być nie może. Jak tu chwalić, gdy nagle okazuje się, że kara 10 sec należała się nie Kasperczykowi a Gabrysiowi i w tej to oto sytuacji wyszło na to, że Brzeziński jest za Kasperczykiem, który wygrywa „ostatecznie” . A może Brzeziński jechał by inaczej nie mając w głowie tego że ma przewagę nad Tomkiem przed oesem ? Poplątanie z pomieszaniem chce się rzec. 


I w tym miejscu zadaję sobie pytanie czy dożyję kiedyś w pełni normalnego rajdu pod wodzą PZMotu ?
W momencie, gdy wracasz z ostatniego odcinka z uśmiechem na twarzy w pełni zadowolony z tych dwóch rajdowych dni spada na ciebie fala zimnej wody. Kara przyznana nie tej załodze, która na nią zasłużyła w tej randze zawodów to po prostu kpina z naszych najlepszych krajowych załóg. To również niesmaczny żart z kibiców, którzy emocjonują się tym, co dzieje się na rajdzie mając do dyspozycji, jako tako działające wyniki online. Cała ta sytuacja spowodowana przez to, że sędzia nie potrafił określić, która to załoga zarobiła karę daje tylko pole do popisu wszystkim zwolennikom teorii spiskowych. I tu już pierwsze domniemania czy aby na pewno ktoś nie “ubił” Brzezińskiego a pomógł Kasperczykowi. I znów można usłyszeć w środowisku o zielonym stoliku itp. Sam pomiar też u niektórych budzi pewne wątpliwości a zwłaszcza te micro różnice w czasach załóg. I tak moja sportowa radość po tych udanych dwóch dniach zostaje zmącona i rodzi się pewien niesmak.


Miałem nadzieję, że na tym kończy się napływ złych informacji o Rajdzie Śląska, ale i tu się myliłem. Zbyszek Gabryś, który leci na ostatnim oesie nagle dostaje strzałę z boku w postaci Polońskiego, który zostaje wypuszczony z startu wprost pod Gabrysia. Dobrze, że to zawodnicy tak „dobrego sortu”, którzy z opresji wyszli cało i zdrowo. Nie zabrakło też negatywnych opinii o tym, że Zbyszek opublikował film z tej sytuacji na swoim profilu. I tu pytanie? Proszę podać jeden powód, dla którego by miał tego nie robić? Dzięki tej publikacji nagranego filmu wszyscy mogli zobaczyć jak wyglądała cała ta sytuacja. Dzięki temu sami możemy ocenić czy jest, nad czym się rozwodzić.

Myślę sobie, dobra to już chyba będzie wszystko ale jednak dostaje kolejny strzał. Tym razem to kolarz, który pędzi jak wielki Szurkowski wprost na załogę Fizia/Janik w Hondzie Civic. Mam nadzieję, że ten głupiec dostał potem zawału i już nie wsiądzie więcej na rower. Bardzo dobrze oznaczona taśmą trasa rajdu i załogi lecące, co chwilę a na dodatek zakazy wjazdu na wszystkich drogach dojazdowych i tu masz. Znalazł się jeden miłośnik Tur de Suszec, którego nic nie przekona, że ryzykuje życiem swoim i innych. Boże skąd ja to znam.


Podsumowując ten rajd po kilku dniach od jego mety jestem wciąż przekonany o tym, że było warto tam pojechać i bawić się rajdami. Wspaniała oprawa i medialność wspaniałe sportowe emocje. A na koniec „wspaniałe” wpadki organizacyjne.

Dosyć już krytyki spadło po tym rajdzie na organizatora i tak sobie myślę, że moje skromne wypociny nic wielkiego nie wniosą, dlatego powstrzymam się od hejtu. Pragnę tylko powiedzieć, że samo wydanie oświadczenia o zaistniałej pomyłce przez organizatora to troszkę za mało. Związek wciąż uważa, że wystarczy oficjalne oświadczenie i po sprawie. No tak w końcu, co mają innego zrobić? Udać się na pielgrzymkę po kolanach do Piekar? Nie, nie i raz jeszcze nie. Wydanie oficjalnego oświadczenia to normalny i jak najbardziej oczekiwany krok. Jednak oświadczenie powinno być rzetelne i napisane z głową. Jak można podać, że winnym jest system śledzenia GPS?

Drodzy organizatorzy takie wytłumaczenie jest dobre dla osób, które były pierwszy raz w życiu na takiej imprezie. Jednak tak się składa, że 99% osób czytających to oświadczenie to ludzie, którzy mniej lub więcej mają troszkę pojęcia o rajdach. Dodatkowo powiem, że nie trzeba być znawcą rajdów by w sposób logiczny zauważyć, że normalnym było by podczas awarii wstrzymać start a nie zrobić dosłownie odwrotnie. Komuś chyba brak logicznego myślenia i to w tak ważnym momencie mógł pogrążyć rajdy na Śląsku.

Ostatnio a zawłaszcza po tragediach górniczych na Śląsku często słyszymy słowa, że nadzieja umiera ostatnia. W tym przypadku również mam jeszcze nadzieję, że tak jak po zeszłorocznej przygodzie Gabrysia organizator był w stanie poprawić tego roku wielkość kopert bezpieczeństwa tak i przyszłym roku wyciągnie wnioski z tegorocznego rajdu. Tak już na sam koniec chcę tylko powiedzieć, że słowo przepraszam było by bardzo na miejscu. Związek nie powinien się obawiać tego słowa niczym wielkie państwowe instytucje, które nigdy nie przepraszają, bo dla nich to jakby pewnego rodzaju ujma. Dla PZMotu te słowa na pewno nie były by ujmą a wręcz pokazaniem ludzkiej twarzy i tego, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Tak czy siak, dziękuję za te dwa dni z rajdami i życzę powodzenia w przyszłym roku. Pozdrawiam Robert Durczok.